Nikt nie nakręciłby o mnie filmu, bo miałem idylliczne dzieciństwo. Dom w którym się wychowałem łączył w sobie dwa pojęcia, z którymi zazwyczaj kojarzymy DOM; z jednej strony był starą kamienicą z tradycjami, z lat 20 tych, Reymont tam pisał chłopów, z drugiej strony, co znacznie ważniejsze, to był dom w znaczeniu ogniska domowego, szczęśliwej, kochającej się rodziny. Takie jest moje pierwsze wspomnienie: ciepła, spokoju, ciszy, bez obawy, że coś za moment się zmieni.