Nowe Orłowo. Opowieść o domu
O czym szepczą ściany domów
Tekst: Magda Świć
Jak stwierdza w książce „Architektura szczęścia” jej autor, Alain de Botton: „Przez lata dom stał się świadkiem ogromnej wiedzy. Uczestniczył w młodzieńczych uwiedzeniach, przyglądał się odrabianiu prac domowych, witał przywożone ze szpitala noworodki, był zaskakiwany w środku nocy cichymi rozmowami toczonymi w kuchni. Doświadczał zimowych wieczorów, gdy jego okna były równie chłodne jak torebki z mrożonkami, i zmierzchów w pełni lata, kiedy jego ceglane ściany były ciepłe jak świeżo upieczony chleb. Dom nie zapewnia rozwiązań wszystkich problemów trapiących jego mieszkańców, ale jego pokoje są świadectwem szczęścia, w które swój szczególny wkład wniosła również architektura”.
To, że dom jak najuczciwszy świadek zeznaje samą prawdę i tylko prawdę, potwierdza też Marcin Wicha, który w „Kierunku zwiedzania” pisze: „Poczułem się jak w domu. Może domem jest pewien typ architektury. Ten, który nie udaje. Nie dba o dumną przeszłość. Nie popisuje się. Nie błaznuje. Nie pozuje na gwiazdę estrady. Po prostu odwala swoją robotę. Robi swoje – stawia stopy mocno na ziemi – pozwalając sobie najwyżej na lekki uśmiech. Porozumiewawcze mrugnięcie bulajem”.
Oczywiście loża szyderców, którzy wyśmiewają ideę szczęścia generowanego przez obcowanie z architekturą (bo według nich powinno je dawać tylko to, co niewidoczne, bezcielesne), nigdy nie była pusta. Zawsze jednak istniała też loża miłośników architektury, którzy niestrudzenie przekonywali, że forma ma sens. To dlatego, jak w „Architekturze szczęścia” pisze Alain de Botton, „Ludzie trudzili się, rzeźbiąc kwiaty w belkach stropowych, i psuli sobie wzrok, haftując zwierzęta na obrusach”.
De Botton podkreśla też, że emocje sprawiają, że budynki prowadzą dialog z ich odbiorcami. W tym dyskursie kontekst, skojarzenia i okoliczności wpływają na nasze samopoczucie i percepcję samego budynku. Ten urodzony w Szwajcarii brytyjski filozof i pisarz na licznych przykładach pokazuje bowiem, że dobra architektura zawsze idzie w parze z psychologią. Złą architekturę porównuje wręcz do poślubienia nieodpowiedniej osoby. Porażka architekta (czytaj: zły projekt) to według Alaina de Bottona wypadkowa braku prawidłowej diagnozy własnych potrzeb i swojej definicji szczęścia.
„Miejsca, które określamy jako piękne, są dziełami architektów mających dość pokory, by postawić sobie właściwe pytania o własne pragnienia, i dość uporu, by przełożyć chwilowe choćby zrozumienie szczęścia na logiczne plany” – wyjaśnia autor. I podkreśla, że połączenie tych czynników umożliwia wykreowanie otoczenia zaspokajającego nasze potrzeby, których często nie do końca jesteśmy świadomi.
Choć brytyjski pisarz i filozof Alain de Botton jest daleki od twierdzenia, że piękno gwarantuje spokój wewnętrzny („nadal zdarzałyby nam się chwile złego nastroju”), to widzi moc (i niemoc) przekazywaną nam przez to, co nas otacza: „Jesteśmy winni łąkom, by nasze domy nie ustępowały w niczym dziewiczym ziemiom, które zastąpiły. Jesteśmy winni dżdżownicom i drzewom, by budynki, którymi je zakrywamy, były obietnicą najwyższej i najbardziej inteligentnej odmiany piękna”.
Alain de Botton zauważa też, że „Tak jak niepokoimy się, kiedy budynki zaprzeczają swojemu otoczeniu, tak cieszy nas sytuacja przeciwna – kiedy architektura naznaczona jest dyskretnie lokalnym charakterem, który wpada nam od razu w oko”. I właśnie doskonale z charakterem otoczenia współgra osiedle w jednej z najbardziej ekskluzywnych dzielnic Gdyni – Nowe Orłowo. Dzięki temu jego kameralne trzy- i czterokondygnacyjne bryły (autorstwa architektów z pracowni Arch-Deco) szybko stały się modnym i prestiżowym miejscem na mapie Trójmiasta.
Kolorystyka elewacji utrzymana w odcieniach bieli, która przywołuje klimaty nadmorskie, z drewnianymi elementami, które nawiązują do deskowania orłowskiego molo, to przykłady filozofii marki Invest Komfort. Polega ona na ogromnym szacunku do zastanej sytuacji, czyli na respektowaniu otoczenia i lokalności.
Wszystko to sprawia, że w Nowym Orłowie chce się zostać. Po części może dlatego, że czuć tu uzdrawiającego ducha przeszłości, który prowadzi do początku XX wieku i do Domu Kuracyjnego (Kurhaus) będącego dla Orłowa kamieniem milowym. W połowie lat 30. Orłowo było już eleganckim kurortem nadmorskim, a obecnie dokłada się tu wielu starań, żeby w każdym elemencie projektowym zachować spójność.
Nowe inwestycje mają więc płynnie wkomponowywać się w krajobraz malowniczej osady rybackiej, a także chronić historyczne wartości i lokalny dorobek kulturalny. I tak właśnie dzieje się w przypadku Nowego Orłowa. Jego niskie jasne budynki, które otacza zieleń, przywodzą na myśl modernistyczne wille. Panuje tu kojący ład i spokój, dzięki którym odnajdujemy tu schronienie zarówno w sensie psychicznym, jak i fizycznym, na co zwracał uwagę Alain de Botton.
Bliskość morza, rezerwatu przyrody i plaży z malowniczym klifem zaspokaja, wpisaną w naszą naturę, tęsknotę obcowania z przyrodą. Jednocześnie na tarasach, które są integralną częścią każdego mieszkania, można stworzyć własny zielony zakątek. Pod uwagę wzięto też potrzeby współczesnego człowieka. Wyrazem tego jest stworzenie placu miejskiego, który z jednej strony nadaje inwestycji nowoczesny charakter, a z drugiej – pozostaje w zgodzie z willową zabudową. Wpisując się w ideę społecznej roli architektury, plac szybko stał się przyjemnym miejscem spotkań.
Bardzo przyjemnie jest także wewnątrz budynku. Hanna Bialic z pracowni PB Studio jest jedną z autorek nowego języka projektowego – oryginalnego, ponadczasowego, eleganckiego i skupionego na detalu. Dowodzą tego grafiki malowane na szkle, kompozycja z białego marmuru karraryjskiego o czterech różnych fakturach (która pokrywa ścianę o wysokości czterech kondygnacji) i okładzina biegów schodowych z drewna orzechowego (przypominająca wstęgę). Wręcz bezkompromisową dbałość o najdrobniejszy szczegół potwierdzają też chromowane, kunsztowne dzwonki drzwiowe i numery mieszkań.